lis
10

Poznań przedświąteczny

Wszyscy lubimy święta. Jest to naturalny odruch każdego człowieka, a rzadko kto okazuje się takim socjopatą, by chcieć spędzać je samotnie niczym Ebenezer Scrooge z Dickensowskiej „Opowieści wigilijnej”. Spróbujmy jednak spojrzeć na święta z zupełnie innej perspektywy. Środek Polski, Poznań, 23 grudnia. Na zewnątrz pada śnieg, lampki palą się na ulicach, w każdym oknie sklepowym choinka i Mikołaj, a wszędzie słychać kolędy. Każdy marzy tylko o tym, by ubrać własne drzewko i móc zasiąść do wigilijnej wieczerzy. Do w końcu już jutro! Jednak okazuje się, że masa poznaniaków nie zdążyła jeszcze zakupić ani jedzenia, ani prezentów. Rozpoczyna się wielki chaos, który jest nieporównywalny do pozostałych dni, w ciągu których też w końcu nie było zbyt przyjemnie. Nagle zaczynają pojawiać się zdesperowani klienci, którzy czasem wręcz żądają od sprzedawców, by ci wybrali za nich najodpowiedniejszy prezent dla żony, dzieci, rodziców i wujków. W końcu puste drzewko to ogromny wstyd, ale chyba jeszcze większy, gdy nie mamy czasu wyrwać się z domu, by kupić podarunki świąteczne. A mówi się, że rodzina jest najważniejsza… Jednak okazuje się, czasem corocznie, że problem staje się niejako tradycją. Również gospodynie domowe potrafią nie zadbać o jedzeniowe zakupy na święta, kiedy to, jak wiadomo, większość sklepów jest zamkniętych. Rozpoczyna się więc gonitwa po sklepach, marudzenie, że danego produktu już nie ma, że coś może być nieświeże. Podobnie jest karpiem, choć ma to swoje dobre strony – zwierzę nie musi się męczyć kilka dni w wannie. Za to po świętach sprzedawcy mogą się cieszyć, bo czeka ich wreszcie – święty spokój.